Najnowsze komentarze
 
2010-01-28 16:39
Redbull do wpisu:
Hieny dziennikarskie
Pierwszy w ogóle na moim nowym blogu, także bardzo dziękuję - nie spodziewałem się, że po[...]
 
2010-01-28 15:24
jeetkune do wpisu:
Hieny dziennikarskie
Zawód dziennikarza jest potrzebny? niby tak, ale gdybym miał zostać dziennikarzem "Faktu" albo[...]


O mnie
 


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 


Moje linki
 


Ulubione blogi
 


Archiwum Bloga
 
Rok 2010

Blog poświęcony grom

Redbull

2010-01-27 17:08
 Oceń wpis
   

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie „recenzja” Dante`s Inferno na Polygamii i tytuł mojego wpisu jest cytatem z tej strony:

Generalnie całkiem zabawny tekst, gdzie recenzja samej gry jest zaledwie przyczynkiem do załamania rąk nad poziomem kulturalnym gier… jednak już samym tym założeniem autor strzela sobie w stopę, co i komentatorzy zauważają – bo idąc jego tokiem myślenia równie dobrze można by skrytykować całą kinematografię po obejrzeniu serii „Rambo”.

Być może jednak autorowi bardziej chodzi o wykorzystanie Dzieła Dantego do stworzenia „głupiego hakenslesza”? Szczerze mówiąc, jeśli tak, to ja kompletnie nie rozumiem co w tym może być „świętokradczego”. Dlatego nawet nie mam pojęcia na jakiej płaszczyźnie mógłbym polemizować z autorem na ten temat… „Boska Komedia” wykorzystana w głupiej grze? No i co z tego? Przynajmniej część młodszych graczy będzie kojarzyło ten utwór z nazwiskiem twórcy – Dantego – i tyle.

Za to bardzo ciekawie przedstawia się zdanie: „Tak, gry mogłyby być niezwykłą lekcją historii i wartą najwyższej uwagi polemiką z dotychczasowym dorobkiem kultury”. Niestety według mnie napisanie czegoś takiego świadczy tylko o ignorancji autora, a to z dwóch powodów. Po pierwsze gry są zbyt młodym zjawiskiem, aby wyrobić sobie mocną pozycję do polemiki z całą kulturą. A po drugie – takie gry powstały i ciągle powstają, o czym nie chce mi się wierzyć, żeby autor nie pamiętał. Przykładami na szybko przychodzącymi mi do głowy są „Blade Runner”, „I have no mouth but I must scream” czy ciekawe czeskie „Samorost” i „Machinarium”. Przyznaję – gdybym się wysilił, niewiele więcej tytułów przyszłoby mi do głowy, a te które by się mogły znaleźć na tej liście – zawierałyby tylko częściowe wartości kulturalne… Jednak prawa rynku żądzą się ciągle niezmiennymi regułami – jest popyt, jest i podaż, a póki co społeczeństwo nam nie dość, że trochę idiocieje, to jeszcze większość z elit intelektualnych (nie cierpię tego zwrotu) nie potrafi dostrzegać w grach czegoś więcej niż tylko głupiej rozrywki. Jednak jestem pewien, że w najbliższych latach zacznie się to bardzo zmieniać.

I na koniec tylko o nauce historii poprzez gry – tu moim zdaniem rozrywka elektroniczna stoi bardzo mocno o czym świadczy wiele gier strategicznych. Te bardziej popularne tylko rzucają pewne światło na epokę i tworzą jej klimat, będąc tylko zachęceniem do zgłębiania wiedzy historycznej, jednak są i takie, które same w sobie niosą olbrzymie pokłady wiedzy – mówię tu szczególnie o grach Garego Grigsby. Kto grał ten wie. Zdarzało mi się w tych drugo wojennych strategiach wspomagać się rzeczywistymi książkami, aby zaplanować kierunki uderzeń czy linie obrony, a nawet słyszałem plotkę, że na grze „War In the Pacific” byli szkoleni oficerowie w australijskiej marynarce wojennej.

 


Komentarze